Archive for the ‘Sny…’ Category

Lew w podkrakowskim młynie…sen z 24 na 25 czerwca…

 Sny sa ponoc „prezentem w postaci listu” od naszej podswiadomosci…

Zdarzaje sie pocztowki, puste koperty( tych snow nijak nie potrafimy sobie przypomniec!) ale i prawdziwie  głębokie  i piekne , listy tak poruszajace,  ze niezapomniane..

Ja po tak intensywnym snie czuje sie nasycona i doładowana energetycznie, rozsmakowuje sie w nim, próbując uchwycic ten nowy  AROMAT , KOLOR i  KONSYSTENCJE…

Moj  sen był pelen słonca i połcieni , wiatru i zaskakujacych scen rodem z  kina  akcji..:)

Odwiedzam jakas manufakture, galerie zbudowana na młynskim kole, pod Krakowem..

Znajduje ja przypadkiem, zmierzajac w strone centrum…

Zaciszne miejsce, w samo południe przyciaga spokojem, pieknem starego drewna ( nawet podłoga chybocze sie niczym łodz)

Wchodze do galerii, wiem ze na zapleczu sa wlasciciele, ale o dziwo oni nie kontroluja „zwiedzajacych”, potencjalnych klientow…

Zaskakujace , mysle, to takie niepolskie… zaufanie jakim obdarzaja innych …! Czy Ci ludzie sa przybyszami z innego „mentalnego wymiaru”?

Znajduje sie tam wiele pieknych przedmiotow, jednak nie mam czasu  skupic sie na nich-gdyz  wiem ,ze musze szybko dostac sie do centrum…na autobus…

Wychodze zatem na zewnatrz ale  w oddali dostrzegam ,ze na piasku lezy biały,  dosc młody  Lew…ktory  pilnuje posesji niczym pies…!

Boje sie przejsc obok dzikiego zwierzecia, wracam za zaplecze i prosze wlasciciela by zabral zwierze z mojej drogi…

Włąsciciel, spokojny przemiły blondyn w srednim wieku, nie pozosatwia mi wyboru,! Zanim zdarzylam sie obejrzec przyprowadził Lwa na zaplecze , sugerujac bezdzwiecznie ze MUSZE sie z nim przywitac, oswoic! Strasznie sie boje, wlasciwie  umieram ze strachu….

Ale drzwi otwieraja sie i Lew zostaje wpuszczony  , sunie  w moim kierunku…Coz …robi grozne miny, otwiera paszcze, kreci sie…Teraz  juz wydaje sie lekko rudy, jakby nabrał kolorow..

Ja staram sie trzymac fason, patrze dumnie i nie ruszam sie..Przezywam chwile grozy….!.Lew czuje respekt i odchodzi…

Mimo to blagam wlasciciela, aby przytrzymal tu zwierze chocby 10 minut, bo musze biec na autobus….

Czuje ze moja prosba nie wystarczy, Lew i tak  mnie w koncu dogoni…:)

Biegne zatem, ale psuja mi sie buty..musze zmienic  …na inne czerwone…!

Zaczyna sie walka z czasem…biegne, ale…tu sen sie konczy!