Archive for the ‘Osho i inni…’ Category

Henryk Skolimowski „Medytacje” , fragmenty …

„Istnienie jest pamiecia, pamiec jest istnieniem.

Nie potrafimy pamietac tego co było przed naszym istnieniem, a jednak pamietamy….!

Nosimy w swej pamieci, w egzystencji w nas zawartej , pamiec zdarzen całej ewolucji..

Wszystko co sie zdarzyło , co nas ukształtowało -jest nasza pamiecia..

Przebłyski wiedzy , tej innej, dotyczacej rzeczy i zdarzen, ktorych my sami nie przezywalismy,

sa znane nam wszystkim..

Mamy swiadomosc naszej swiadomosci i swiadomosc naszej EWOLUCJI  złozonej w pokładach naszego istnienia..

Freud i inni psychoanalitycy zbyt czesto mieszali te swiadomosc naszej ewolucji z czysto egoistyczna „podswiadomoscia”..

Swiadomosc naszej ewolucji jest altruistyczna, wiaze nas ona stukrotnymi więzami z całym poematem istnienia…!

Miedzy tropizmem rosliny a wszechogarnijaca wiedza Boga co znajdujemy????

CZŁOWIEKA

CZŁOWIEKA  , ktorego egzystencja ciagle jest szarpana przez wczesne tropizmy , zawsze w nas tkwiace, i wielorako

determinujace , i ktorego egzystencja jest takze nawiedzana przez swiadomosc nadswiadomosci, swiadomosc styku z czyms, 

co nas nieskonczenie przerasta , a co jest tez czescia NAS, czego nie mozemy sie pozbyc nawet gdybysmy chcięli, ale tez czego nie jestesmy w stanie ogarnac  w jego promiennosci..

Nie chcemy wrocic do piwnicy naszego istnienia kontrolowanego przez „tropizmy”.Nie jestesmy w stanie wynurzyc sie na pełne słonce.

Swiatomosc „STYKU” ciagle nas przeraza…

Juz prawie TAM  jestesmy a jednak TAM nas nie ma…

W momentach wizi przy kontemplacji wizji innych -czytajac ich działa mamy przebłyski bycia „TAM” , niemal namacalnosci tego bytu…

Swiadomoscia siegamy wtedy, poza swiadomosc…

To nie jest tylko „jasnosc mysli”, to takze spotegowanie wrazliwosci.

Ten lisc koniczyny, drzacy przede mna na wietrze- staje sie symbolem poematu istnienia, niejako przemawia do nas swoim jezykiem, ktory przez chwile rozumiemy…

Gdybysmy wyszli swiadomoscia, poza swiadomosc- wyszli daleko, daleko, wtedy moze  rozumielibysmy jezyk koniczyni i jezyk swierszcza, i byc moze jezyk naszych komorek : jezyk wszystkich poprzednich FORM WRAZLIWOSCI , w ktorych ciagle niejako tkwimy , ktore wyłapujemy niekiedy,

ale na ogoł kulawo, niezdarnie – bo nasza swiadomosc jest ciagle w zamroczeniu….

Rozproszyc to zamroczenie to wyjsc swiadomoscia poza swidomosc, to złaczyc jednym łukiem kalejdoskop form wrazliwosci  to uczynic krok w kierunku  SAKRALNOSCI….

Wykroczyc poza swiadomosc ?   Co to znaczy?

Nie znaczy to oderwac sie od swiadomosci, nie znaczy oszołomic sie narkotykami…

Wykroczyć poza swiadomosc to jak pajak wspiąć   sie wzwyż  po własnej nitce…

Wykroczyc poza swiadomosc to wykroczyc poza jezyk…

Znaczy to byc opuszczonym przez jezyk, byc w takim stanie, w jakim jestem w tej chwili – gdy chce powiedziec COS co jest POZA JEZYKIEM, cos co byc moze nie jest do powiedzenia, co błaka mi sie jak mgła po peryferiach mojej swiadomosci i mozliwosci jezyka; gdy TEGO dotykam, rozprasza mi sie jak mgła…

Wykroczyc poza swiadomosc, to  nie sa tylko trudnosci psychologiczne…

To sa takze trudnosci ontologiczne!

Wymyka sie z uchwytu nowy byt, nowy kształt ktorego jeszcze nie doszlifowalismy w pracowni naszych „mysli-bytow”…

Juz , juz prawie dotykam ten byt, ktory….wykracza poza USTALONY BYT   🙂

Jest w tym jakas alchemia, staram sie dokonac metamorfozy siebie i mozliwosci potencjalnie danych mi w kosmosie

i stworzyc z nich nowe propozycje, ontologiczne i psychologiczne.

PLATON: wszelka tworczosc, albo metamorfoza „od niebytu do bytu „jest poezja w procesie stawania sie…

Mała poezja, „poezja zdrowego rozsadku” , przyziemnych form , przyziemnych wrazen, przyziemnych przezyc, przyziemnych aspiracji

przyziemnych wizji, przyziemnych pragnień, jest…..POEZJA SKURCZONEGO CZŁOWIEKA.…!

Prawdziwa poezja jest wymiarem transcendentalnym…

Poezja jest golgota poszukiwań ducha.Poezja jest nienasyconym pragnieniem boskości…

Poezja jest nieustanna nostalgia.Poezja jest REWOLUCJA DUCHA…!

Poezja jest zapomnieniem niewoli ,poezja jest docieraniem do granic…

Jesteśmy stworzeni do wyzszych celow niz tylko do podnoszenia naszej stopy zyciowej…

Jesteśmy stworzeni na podobienstwo własne- naszych snów, wizji, zadumań, misji…”

Henryk Skolimowski „Medytacje”

Osho- piękno samotności

Mo

Człowiek nie nauczył się jeszcze, jak poznać piękno samotności. Zawsze tęskni za kimś, zawsze pragnie być z kimś – z przyjacielem, z żoną, z mężem, z dzieckiem… z kimś. Stworzył więc społeczności, kluby, partie, ideologie, kościoły. U podstaw tego tkwi potrzeba, by jakoś zapomnieć o własnej samotności. Będąc powiązanym z tak wieloma tłumami próbujesz zapomnieć o czymś, co pojawia się natychmiast po zapadnięciu ciemności – o tym, że urodziłeś się samotny, że cokolwiek robisz – jesteś samotny.

Samotność jest czymś esencjonalnie związanym z twoim istnieniem i nie ma sposobu, by tego uniknąć. Ludzie boją się samotności i robią wszystko by jej uniknąć. Pójdą do kina na kiepski film, obejrzą mecz piłki nożnej… czy widzieliście coś bardziej idiotycznego? Kilku idiotów przerzuca piłkę na drugą stronę boiska, kilku kolejnych idiotów odrzuca ją z powrotem… a miliony innych idiotów gapi się na to, jakby działo się coś niezmiernie ważnego. W tłumie czują się lepiej i zdrowiej, gdyż wokół jest tylu podobnych ludzi. Każdy wspiera każdego by nie czuć się szalonym.


Wystarczą trzy tygodnie całkowitej izolacji: żadnych gazet, telewizji, radia, żony, męża, dzieci. Trzy tygodnie bez religii, społeczeństwa, klubów, uniwersytetów… pojawi się lęk, dosłownie oszalejesz. Będziesz zdumiony, widząc siebie w zupełnej samotności. Zrozumiesz, że to co robiłeś przez całe swoje życie, było niczym innym, jak tylko zakrywaniem dziur i ran własnego istnienia, zakrywaniem ich pięknymi kwiatami. Ale kwiaty nie uleczą ran. Osamotnienie to tęsknota za innymi, dopominanie się o innych, uzależnienie od innych. Stąd, ktoś inny ma nad tobą władzę, a ty masz władzę nad kimś innym. Osamotnienie jest słabością. Samotność jest siłą.

Jesteśmy sobie obcy. Być może spotkaliśmy się i żyjemy razem, ale nasza samotność jest zawsze z nami. Przestań uciekać od siebie samego i zatapiać się w różnych rodzajach narkotyków, relacji, religii. Nie przerzucaj własnych problemów na innych. Każdy musi sam rozwiązywać własne problemy, a nie ma ich zbyt wiele wszystkie są wynikiem jednego, którego nie rozwiązałeś dotychczas. Problem ten tkwi w tym, jak wejść we własną samotność bez lęku? Moment, w którym wejdziesz we własną samotność bez lęku, będzie tak pięknym i ekstatycznym doświadczeniem, że nie istnieje nic, z czym mógłbyś to porównać.


Zaakceptuj samotność radośnie, wejdz w nia tak głęboko  jak to tylko mozliwe.Im głębiej się  znajdziesz tym odleglejsze  staną się wszystkie problemy.Nie ma juz potrzeby potrzebować,  nie ma potrzeby bycia potrzebnym…I chwila gdy dotkniesz  samego centrum własnego istnienia, będzie  oznaczała  ze dotarłeś do domu…

Fragment z wykładów Osho

Zaakceptuj samotność radośnie, wejdź w nią tak głęboko, jak to tylko możliw

e. Im głębiej się znajdziesz, tym odleglejsze staną się wszystkie problemy. Nie ma już potrzeby potrzebować, nie ma potrzeby być potrzebnym. I chwila gdy dotkniesz samego centrum własnego istnienia będzie oznaczała, że dotarłeś do domu.

Zaakceptuj samotność radośnie, wejdź w nią tak głęboko, jak to tylko możliwe. Im głębiej się znajdziesz, tym odleglejsze staną się wszystkie problemy. Nie ma już potrzeby potrzebować, nie ma potrzeby być potrzebnym. I chwila gdy dotkniesz samego centrum własnego istnienia będzie oznaczała, że dotarłeś do domu.

Zaakceptuj samotność 
� ^�s� 5Y _P��������@#ɪ�~�溠��E�i�@���LJ�x�XP���돕VP@)�ej się znajdziesz, tym odleglejsze staną się wszystkie problemy. Nie ma już potrzeby potrzebować, nie ma potrzeby być potrzebnym. I chwila gdy dotkniesz sam
ego centrum własnego istnienia będzie oznaczała, że dotarłeś do domu.

Nie ma już potrzeby potrzebować, nie ma potrzeby być potrzebnym. I chwila gdy dotkniesz samego centrum własnego istnienia będzie oznaczała, że dotarłeś do domu.





Osho -„metafizyka to lalka”

METAFIZYKA to nonsens. Jednak musi czemuś służyć, w przeciwnym razie nie istniałaby zbyt długo. Człowiek jest bezradny w obcym świecie, w nieznanym świecie… nie tylko nieznanym, ale i niepoznawalnym. Ta ciemność, ten obłok niewiedzy potężnie wstrząsa ludzkim umysłem. Więc człowiek musi się jakoś ukoić. Musi stworzyć wiedzę. Nawet jeśli ta wiedza nie jest prawdziwą wiedzą, to stwarza pozory oparcia. Stwarza pozory, że nie jesteś całkowicie bezradny. Dzięki niej możesz udawać, że nie jesteś obcy w tym świecie; że nie jesteś tu przez przypadek; że jesteś tu panem. Przynajmniej możesz bawić się słowami, robić z nimi to, co ci się żywnie podoba i stwarzać iluzję własnej potęgi.

To czyni metafizyka – daje ci poczucie siły tam, gdzie tak naprawdę żadna siła w tobie nie istnieje. Daje ci iluzję wiedzy tam, gdzie tak naprawdę żadna wiedza nie istnieje.

Metafizyka jest nie tylko nonsensem, ale i szaleństwem, w którym oczywiście jest metoda. Metafizyka jest bardzo metodologiczna. Metafizycy bez przerwy budują ze słów drapacze chmur, wieże Babel. Ciągle je budują.

A kiedy słowa cię usidlą, rzeczywistość od ciebie się oddala. Zaczynasz żyć ukryty za murem słów. A ten mur jest potężniejszy od wszelkich innych murów. Nawet mury zbudowane z cegieł, kamieni, skał – nie są tak potężne.

Siła słów polega na tym, że są przezroczyste: możesz przez nie patrzeć i nigdy nie będziesz świadomy tego, że patrzysz poprzez słowa. One są prawie niewidzialne – jak czyste szkło. Stań przy oknie. Jeśli szkło jest naprawdę czyste, nie będziesz świadomy istnienia szyby. Będziesz myślał, że okno jest otwarte i widzisz niebo, drzewa, wschodzące słońce… i nigdy nie będziesz świadomy, że pomiędzy tobą a rzeczywistością jest szyba.

Metafizyka to szyba. Bezustannie oddziela cię od rzeczywistości, bezustannie zniekształca rzeczywistość. Ludzie lgną do słów, ponieważ nie wiedzą, czym jest rzeczywistość. Więc zaczynają wierzyć w słowa. (…) Ciągle się modlisz, ciągle wierzysz, gdyż życie bez wiary wymaga kolosalnej odwagi. Modlisz się, bo jeśli zachowasz ciszę, będziesz przestraszony jeszcze bardziej.

Czy zaobserwowałeś siebie? Czasem, gdy podczas ciemnej nocy idziesz pustą ulicą, zaczynasz śpiewać i pogwizdywać. Oto metafizyka. Stwarzasz poczucie, że nie jesteś samotny. Pogwizdywanie i słuchanie swojego głosu daje ci poczucie, że ktoś tu jeszcze jest. To ci dodaje otuchy. Podśpiewywanie, a jeśli jesteś religijny – modlitwa… i czujesz, że bóg tu jest, wszystko jest w porządku. Przez chwilę jesteś zajęty śpiewaniem, modlitwą, pogwizdywaniem, mamrotaniem. Jesteś zaabsorbowany i zapominasz, że noc jest ciemna, ulica – pusta i wszędzie czai się niebezpieczeństwo.

Z powodu śmierci, człowiek bezustannie pogwizduje. To pogwizdywanie to metafizyka. Człowiek bezustannie stara się ukrywać fakt, że śmierć istnieje. Człowiek bezustannie stara się ukrywać fakt, że jego życie może być zwykłym przypadkiem. Że stwórca być może nie istnieje. Że może nie istnieje nikt, kto nas kontroluje. Gdy zrozumiesz, że nie istnieje nikt, kto kontroluje – wpadniesz w panikę. I wtedy, w każdym momencie wszystko może się zawalić i nawet nie będziesz miał się przed kim wyżalić. Nie istnieje nikt, przed kim mógłbyś się wyżalić.

Metafizyka stwarza wokół ciebie urojony świat; świat wypełniony pięknymi słowami – “niebiosa”, “raj” – dla ciebie… no i “piekło” – dla innych. Piekło dla innych, niebiosa dla ciebie – oto jak spełniamy swoje życzenia.

Psychologowie wiedzą, że istnieje pewna faza rozwoju, przez którą musi przejść każde dziecko. Czy zaobserwowałeś małe dzieci? Są bardzo przywiązane do pewnych przedmiotów – albo pluszowego misia, albo kawałka koca, albo czegokolwiek – nie ma znaczenia, jaka to rzecz. Cokolwiek jest poręczne – chwytają się tego i wkrótce ten przedmiot staje się niemal święty, religijny. Nie możesz go dziecku odebrać nie raniąc go. Trudno mu będzie zasnąć bez swojego pluszowego misia. Każde dziecko jest do niego przywiązane. On daje mu poczucie bezpieczeństwa.

Przedmiot ten nie jest zwykłym przedmiotem – jest wyjątkowy. Musisz to zrozumieć, ponieważ cała metafizyka jest dziecięcą lalką – jeśli ją dziecku odbierzesz, nie zaśnie, będzie za czymś tęskniło. Ta lalka to jego medytacja transcendentalna, to jego modlitwa. Lalka jest jego bogiem.

Dla ciebie lalka wydaje się być czymś zewnętrznym. Dla dziecka ona nie znajduje się gdzieś na zewnątrz jego życia – jest integralną częścią jego istnienia. Lalka znajduje się gdzieś na granicy pomiędzy tym, co wewnętrzne a tym, co zewnętrzne. To, co na zewnątrz – to świat przedmiotów. To, co wewnątrz – to świat twojego istnienia. Lalka znajduje się na granicy tego, co wewnętrzne i tego, co zewnętrzne. W pewnym sensie jest częścią zarówno świata zewnętrznego, jak i twojego wewnętrznego istnienia. To najdziwniejsza rzecz na świecie, ale daje poczucie bezpieczeństwa, chroni cię. Nigdy nie czujesz się samotny, zawsze jesteś czymś zajęty.

Staje się to rytuałem. Pierwszą rzeczą, jaką robi dziecko nad ranem jestb szukanie lalki….Przy lalce nie jest juz małym dzieckiem, staje sie szefem, gruba ryba.Z lalka moze wyprawiac to co mu sie zywnie podoba:maze na rzucac , moze sie na nai wsciekac, moze ja bic…Po chwili moze ja pouczyc, przytulic, pokochac….Moze z niaz robic cokolwiek mu przyjdzie do głowy , gdyz lalka jest bezbronna .Ona staje sie panem sytuacji…Cała metafizyke cechuje to samo.Nie ma roznicy czy chodzi tutaj o boga czy o lalke, ciagle przytulasz sie do swojej zabawki!

Jesli naprawde chcesz sie dowiedziec czym jest zycie, musisz wyrzucuic wszystkie lalki, musisz je zniszczyc!

Aby stac sie zdolnym do poznania „tego co naprawde jest” musisz zniszczyc wszystkie iluzje.Wszystkie fikcje musza zostac odrzucone…

………..

Ludzie descepacko trzymaja sie swoich wierzen.Nie przekonuja innych.Raczej przez przekonywanie innych, przekonuja siebie samych.Gdy zostaja sami zaczynaja sie bac..”kto wie , moze to w co wierze, nie jest prawda”?

Natomiast gdy przekonuja innych i  ktos powie”tak to jest prawda” staja sie pewni siebie.Sa przekonani ze jest jaka prawda w tym co mowia, gdyz w przeciwnym razie nie daliby sie przekonac!

Ludzie siegaja do najbardziej absurdalnych argumentow, by sie obronic.Bezustannie w cos wierza, poniewaz bez tej wiary spadliby w bezdenna przepasc….

Ta przepasc jest rzeczywista.Gdy ja zaakceptujesz zniknie lęk…

GDY ZAAKCEPTUJESZ FAKT, ZE ZYCIE JEST TAJEMNICA, ktorej nie mozna poznac.Gdy zaakceptujesz fakt ze zycie jest niepoznawalne, wtedy lęk zniknie i ustana wszelkie wysiłki by poznawac i tworzyc doktryny.

Nagle zniknie rozdarcie, staniesz sie czescia rzeczywistosci.Ten kto poszukuje i  to co poszukiwane stana sie jednym…..

z  ksiazki „Nirvana”

To czyni metafizyka – daje ci poczucie siły tam, gdzie tak naprawdę żadna siła w tobie nie istnieje. Daje ci iluzję wiedzy tam, gdzie tak naprawdę żadna wiedza nie istnieje.

, gdzie tak naprawdę żadna wiedza nie istnieje.

To czyni metafizyka – daje ci poczucie siły tam, gdzie tak naprawdę żadna siła w tobie nie istnieje. Daje ci iluzję wiedzy tam, gdzie tak naprawdę żadna wiedza

Osho urodzony jako Rajneesh Chandra Mohan Jain – hindi रजनीश चन्द्र मोहन जैन, szeroko znany również jako Bhagwan Shree Rajneesh (czytaj: bagłan śri radźnisz) (ur. 11 grudnia 1931 w Kuchwadzie, stan MadhyaPradesh w Indiach, zm. 19 stycznia 1990 w Punie ) – współczesny hinduski guru , nauczyciel i mistrz duchowy. Założyciel ruchu religijnego Neo-Sannyas (uczniowie nazywani są sannjasinami…)

Żył w Indiach oraz przez kilka lat w Stanach Zjednoczonych. Swoją osobą zainspirował powstanie szerzej rozumianego ruchu Osho, który nadal ma wielu wyznawców i zwolenników na całym świecie

nie istnieje.

Horoskop-to sie w głowie nie miesci!

„HOROSKOP – TO SIĘ NIE MIEŚCI W GŁOWIE”

WOJCIECH EICHELBERGER

„WYSOKIE OBCASY” 29 LIPCA 2000

DO ASTROLOGII zostałem przekonany w sposób empiryczny około 25 lat temu. Zaproszono mnie do swego rodzaju pojedynku z wybitnym, nieżyjącym już niestety, polskim astrologiem Robertem Walterem (1908-1980). Miałem mu podać godziny, daty, miejsca urodzenia oraz płeć trzech osób. z którymi już jakiś czas pracowałem w gabinecie psychoterapeutycznym, zachowując ich nazwiska w całkowitej tajemnicy.

Bolesna lekcja pokory

Po trzech tygodniach spotkaliśmy się w gronie szacownych warszawskich astrologów, gdzie pan Walter i ja odczytaliśmy swoje kilkustronicowe opracowania na temat każdej z tych osób. Ku mojemu zaskoczeniu, w dwóch wypadkach na trzy opracowania mojego adwersarza okazały się przynajmniej tak samo trafne i wyczerpujące jak moje. Nie wierzyłem własnym uszom, słysząc jak człowiek, który nigdy nie widział osób, o których mówił, przytaczał powikłane, intymne fragmenty ich losów, daty najważniejszych wydarzeń z ich życia i eleganckim językiem opisywał istotę ich psychologicznych problemów. W owym czasie, po ukończeniu uniwersyteckiego kursu psychologii, byłem bardzo sceptycznie nastawiony do wszelkich sugestii i teorii zakładających, że nawet jakaś niewielka część odpowiedzialności za indywidualne ludzkie losy może znajdować się poza nami.

Astrologia – uznająca, że wydarzenia w naszym życiu, a nawet nasze samopoczucie, zależą od przestrzennych stosunków między planetami i księżycami Układu Słonecznego i ich położenia względem centralnej gwiazdy – wydawała mi się pomysłem absurdalnym. Intelektualna uczciwość nie pozwoliła mi jednak odmówić udziału w tak elegancko skonstruowanym eksperymencie. Byłem zresztą przekonany, że mój pogląd na astrologię uzyska dzięki temu ostateczne potwierdzenie. Mój arogancki racjonalizm otrzymał bolesną lekcję pokory. To się rzeczywiście w głowie nie mieściło.